V rocznica bloga Karpacki las

Witajcie miłośnicy Karpat. Minęła znów kolejna, tym razem piąta rocznica bloga Karpacki las. Mimo iż przez ostatni rok nie byłem z Wami tak często jak w latach poprzednich, to pragnę podziękować Wam za liczne wyrazy wsparcia i sympatii, częste gratulacje, doping oraz prośby o kolejne wpisy których nie mogłem często niestety realizować. Rok był mało intensywny przyznam, ale … nie do końca. Pomimo intensywnej pracy zawodowej jak również szczęśliwego czasu w kontekście życia rodzinnego zdołałem ukończyć z pozytywnym finałem kurs przewodnika terenowego po Pogórzach – Przemyskim oraz Dynowskim, czyli krańcowym fragmentom Karpat jak również po mieście Przemyśl który jest bazą wypadową – a jakże ! W Karpaty … Nawiązując do miasta Przemyśl, kolejną przyczyną zahamowania rozwoju bloga była praca, którą wciąż realizuję, a mianowicie tworzę artykuł, który wkrótce jeżeli tylko czas okaże się dla mnie łaskawy na blogu przedstawię. Będzie to najpotężniejszy wpis w pięcioletniej historii bloga – rozwinięty na tyle, na ile tylko charakter blogowy pozwoli – artykuł o historycznym Wolnym Królewskim mieście Przemyśl położonym pomiędzy Pogórzami Karpackimi o których powyżej wspominałem. Praca ta zajmuje mi wolny czas którego i tak posiadam niewiele. Mimo tych bardzo dla mnie ważnych przedsięwzięć z których jedno już zrealizowałem udało mi się być trzykrotnie w ukraińskich Karpatach które tak często przecież przedstawiałem na blogu. Zatem po raz kolejny pojawił się temat Gór Czywczyńskich z dwoma artykułami będącymi ze sobą w integracji, pojawił się również temat Goranów wraz z ich najwyższym wierzchołkiem Sywulą. Trzeci wyjazd natomiast, odbyłem we wschodnie krańce ukraińskich Bieszczadów, by zdobyć szczyt Czarnej Repy, jednak o tym przedsięwzięciu napiszę niebawem, tak aby artykuł mógł ukazać się przed końcem bieżącego roku. Pozostałe wpisy dotyczą kolejno : Bieszczadów – tam przedstawiam ich piękno w skrajnie pustej atmosferze późno jesiennej otoczki. Następnie Beskid Niski i zlepek ciekawostek dotyczących gór które od dawien dawna zakorzeniły się w moim sercu a które nie dane mi przecież odwiedzać w ostatnich latach tej dekady. Przedstawiłem również ukraińskie Zakarpacie z nieco innej perspektywy – dodam tu że bardzo chciałbym kontynuować pracę nad tym przedmiotem, gdyż jest tam mnóstwo ciekawostek, pięknych plenerów oraz zabytków architektury ludowej jak i sakralnej. Podziwiam zakarpacki świat, który chciałbym promować jako warty uwagi również dlatego, iż wciąż tak niewiele w literaturze karpackiej istnieje informacji, o dłuższych monografiach nie wspominając. Kolejny artykuł jaki przypomnę z ostatniego, blogowego roku to III część gawędy o cerkwiach Beskidu Niskiego – patrząc w przyszłość, myślę iż zakończę temat drewnianych świątyń w Beskidzie Niskim kończąc na piątej jako ostatniej części, lecz to nuta przyszłości, choć kto wie, może już w nadchodzącym roku … ? Ostatnim wartym uwagi artykułem, był opis pewnego fragmentu Pogórza Przemyskiego, a dotyczył on kolejnego pasma górskiego o charakterze łąkowym. Tym razem były to Połoninki Rybotyckie oraz Grzbiet Leszczyński. Tym samym uzupełniłem dział Pogórza Przemyskiego o kolejne obszary tych jakże ciekawych i magicznych, choć niewysokich karpackich gór. Obiecuję że Pogórze Przemyskie opiszę w całości, na tyle, na ile forma nie książkowa pozwoli. kolejną bardzo ważną, może i najważniejszą sprawą jest zmiana adresu bloga … Tak, tak, ciężko ostatnio było pewnie mnie znaleźć w wyszukiwarkach – nie martwmy się. Zostawiam dzisiaj link z nowym adresem, bo jeśli ktoś nie zauważył go wcześniej, teraz ma możliwość odnalezienia mego miejsca. Zapytacie pewnie czy zakładam plany na przyszły rok? Kontynuując przynajmniej w myślach kierunek obrany przeze mnie od dawna, czyli ku wschodniej stronie Karpat, dążyć będę do realizacji zadań jakie postawiłem sobie w obszarach północno wschodniej Rumunii. Trochę tematyka rumuńska na blogu spowolniła – zobaczymy co się wydarzy. Marzę o powrotach w Beskid Sądecki – również w Beskid Niski powinien zajrzeć, ale nie zapominam o Górach Sanocko Turczańskich. Chciałbym powrotów w Gorce oraz w Beskid Żywiecki, ale tu akurat zawodzę sam siebie – tymczasem chcę Wam pokazać Przemyśl, a jeśli historia tego miasta i jego dzisiejsza atmosfera Was zaintryguje, to przyjeżdżajcie – z chęcią oprowadzę wszystkich Was po ulicach jednego z najstarszych grodów w Polsce. Rozłożonego na wzgórzach, nad jedną z najpiękniejszych rzek w kraju – nad Sanem wypływającym z bieszczadzkich ostępów. Trzymajcie za mnie kciuki, ja ze swej strony raz jeszcze dziękuję i proszę o cierpliwość oraz wyrozumiałość. Poniżej zostawiam, tak jak co roku tradycyjnie w rocznicę Karpackiego lasu, fragmenty wszystkich artykułów z ostatniego blogowego roku. Dla przypomnienia zapraszam by kliknąć w linki poniżej, po prostu przeżyjmy to jeszcze raz 🙂

W PRL – u najdziksze oprócz Beskidu Niskiego pasmo w Polsce, odcięte od cywilizacji i w wielu obszarach zamknięte wręcz fizycznie dla świata turystyki, czego przykładem jest bieszczadzki worek. Do dziś uchodzi on za symbol bezludnych przestrzeni w tych ukochanych i wciąż pamiętnych dla wielu, cichych górach. Świata współczesnych Bieszczadów niestety nie można już porównać do tego z okresu pierwszych, powojennych dziesięcioleci – Bieszczady stały się najpierw modne, następnie komercyjne, a dziś są po prosu przepełnione i sytuacja owa zabija to, co w tych górach najpiękniejsze. Bieszczadzki romantyzm uleciał gdzieś i rozpuścił się nieodwracalnie – nawet jesienią piękna pogoda jest już tylko magnesem dla potężnej fali turystów pragnących zobaczyć z wysokości cudowne kolory bieszczadzkiej puszczy, usłyszeć ryk jeleni, odwiedzić magiczne Jeziorka Duszatyńskie, czy też odetchnąć górskim powietrzem. Odludne miejsca jak wspomniany bieszczadzki worek, pomału przyciągają coraz większe rzesze zainteresowanych tematem doliny górnego Sanu oraz umownym jego źródłem. Kińczyk Bukowski oraz Opołonek wciąż znajdują się jeszcze poza zasięgiem, enigmatyczną pozostaje fascynująca Hyrlata jak i Wysoki Dział, a także zalesione niemal w całości Pasmo Graniczne. Mimo wciąż wzrastającej frekwencji turystów, Bieszczady mogą posiadać zachwycający i niespotykany nigdzie indziej urok, należałoby jednak zatrzymać się tu późną listopadową porą bądź wręcz zimą. Góry te potrafią być puste, z pewnością też pozostają piękne nawet gdy opadną liście a przy odrobinie szczęścia? Zobaczyć możemy wiele – myślę że naprawdę więcej niż w pogodne upalne dni. Zimą trzeba jednak uważać, Bieszczady wbrew pozorom potrafią być groźne – potrafią zabić … Czytaj dalej

Południe Polski – kraina rozległych wzgórz skrywających w sobie, legendy, tajemnice oraz potężną historię od lat badaną przez miłośników Karpat, eksploratorów oraz ludzi obcujących ze światem, który dla wielu odszedł w zapomnienie … To Beskid Niski – najniższe i jednocześnie najbardziej rozciągnięte pasmo, wciśnięte między Bieszczady oraz Beskid Sądecki, otoczone aurą istniejących od lat niejasności. To góry romantyczne, mniej znane od sąsiednich Bieszczadów, w ostatnich latach podlegające jednak wzrastającemu zainteresowaniu. Świat Beskidu Niskiego zgromadził najcenniejszą materię w dolinach, bo grzbiety górskie w ogromnej mierze zalesione, wydawać się mogą mniej interesujące dla oka turysty zakochanego w bieszczadzkich, widokowych połoninach oraz w surowych tatrzańskich  wysokościach. Jednak i w Beskidzie zakochać może się każdy, nawet ten który ignoruje mniejsze wysokości mówiąc, że to  pagórki mało atrakcyjne i monotonne. Fenomen leży gdzie indziej – we wspomnianych dolinach. Ten kto raz doceni historię zawartą w dolinie, wejdzie w końcu ku wyższym partiom by spróbować również i tam odnaleźć pamiątki  z przeszłości, a jest ich sporo. Także bezdroża, szutrowe drogi, ścieżki poza szlakiem, piękne, bukowe lasy, oraz drewniane arcydzieła, czyli cerkwie wkomponowane w przyjazny dla oka krajobraz. Stoją tu do dziś stare, łemkowskie chyże, przerabiane zazwyczaj i odnawiane na użytek współczesnych, krzyże, kapliczki oraz cmentarze. Beskid Niski jednak zmienia się, powstają turystyczne szlaki, budowane są nowe drogi, odwiedza Beskid również nowa fala turystów … i zachwyca się. Czytaj dalej

Kolejny już raz spotykamy się w wirtualnym świecie Pogórza Przemyskiego, kolejny też raz pokazać pragnę miejsca, które napawają mnie natchnieniem i wielką chęcią poznania tego, o czym tylko w nielicznych książkach przeczytać możemy. Drążę temat Pogórza, chcąc przedstawić to miejsce w taki sposób, aby mogło stać się nie tylko prawdziwym obrazem, ale również magicznym i żywym wspomnieniem. Dlaczego je tak chwalę, i czym może zaskoczyć nas obszar tak mało znany? To świat odległy w skali kraju, nieodwiedzany i podziwiany dotychczas jedynie przez zorientowanych szerzej krajoznawców, niepospolitych turystów oraz koneserów pamiętających powojenne, dzikie i nieodgadnione Bieszczady. Pisałem wielokrotnie o najciekawszym paśmie należącym do Pogórzy jako o miejscu będącym synonimem Beskidu Niskiego, posiadającym równie ciekawe, zapomniane doliny, dzikie, górskie strumienie, przydrożne krzyże, kapliczki oraz zapomniane cmentarze. Mógłbym również porównać zdziczałe wtórnie obszary, położone na południe od Przemyśla ku granicy państwowej jako miejsca oddające klimat dawnych Bieszczadów, jednak tutejsze wysokości bezwzględne nijak się mają do połoninnego pasma znanego obecnie niemal każdemu turyście. Mimo to, jest i tu pewien fenomen, nie tak spektakularny jak wspomniane połoniny oraz hale występujące w Gorcach oraz w Beskidzie Sądeckim. Mamy na Pogórzu, zwane początkowo dość potocznie, jednak obecnie już i na mapach oraz w nielicznych artykułach naznaczone osobliwe „połoninki”, których pewne fragmenty ukazywałem w przeszłości. Chcąc jednak kontynuować temat jednego z Pogórzy Karpackich, pokazać pragnę dziś Połoninki Rybotyckie oraz Grzbiet Leszczyński, których widokowe i rozległe, step przypominające łąki przedstawiają krajobrazy w zasięgu polskich jak i ukraińskich Gór Sanocko Turczańskich a czasem nawet Bieszczadów. Kolejny raz zapraszam aby przekonać czytelników – turystów, do planowania i realizacji podróży w dziki kres Polski południowo wschodniej, by chociaż raz ominąć słynne Bieszczady, zatrzymać się w Przemyślu i następnie z mapą i kompasem w ręku zobaczyć, zrozumieć a następnie pokochać fenomen najpiękniejszego z Pogórzy. Zapraszam do przejrzenia. Czytaj dalej

Minęły cztery lata od czasu, gdy założyłem bloga ściśle powiązanego z Karpatami, przedstawiając Wam zyskujący coraz większą popularność, utrzymany w formie gawędy blog Karpacki las o charakterze krajoznawczo – emocjonalnym. Okres tych czterech lat przysporzył mi licznych czytelników – nie tylko doświadczonych górołazów, ale również ludzi miłujących ciekawe miejsca i historie w nich zawarte. Opisy wędrówek zawarły się w obszarach niemal całego Łuku Karpat i wciąż będą w ten sposób traktowane. Z racji tego,że w dużej mierze staram się ukazywać moje najbliższe, karpackie okolice, postanowiłem odbyć kurs przewodnika terenowego w obszarach powiatu przemyskiego skupiającego w sobie dwa mezoregiony : Pogórze Przemyskie oraz Pogórze Dynowskie. Mam wielką przyjemność poinformować Państwa, że od teraz będę mógł służyć Wam czytelnicy jako przewodnik po historycznym mieście Przemyśl oraz jego okolicach, pokazując Wam miejsca o których nieraz czytaliście na blogu. Dajcie zarazić się moją pasją, odkryjcie wraz ze mną Pogórza Karpackie, ich tajemnice, zapomniane doliny, dzikie ostępy karpackiej puszczy, zabytki i miejscowości. Poniżej przedstawiam przykładowe propozycje tras które chętnie pokażę, jeśli tylko zechcecie przyjechać do Przemyśla. Czytaj dalej

Zakarpacie jest tajemnicze, nieczęsto odwiedzane przez turystów i niewiele też w starych księgach opisane. Tutaj świat za grzbietem wododziałowym, po jego południowej stronie, jest dla polskiego podróżnika absolutnie zagadkowym i w sensie dotychczasowych karpackich wyobrażeń zupełnie nieznanym. Kraina wielu narodów, barwna mozaika, skupiająca Węgrów, Ukraińców, Żydów i Słowaków. Przez wieki, jako część składowa Królestwa Węgier, następnie Austro Węgier oraz przez krótkie lata zajęta przez Czechosłowację, wpadła następnie w ręce ZSRR, by ostatecznie znaleźć się w ramach współczesnej Ukrainy. Ziemia więc naznaczona i ukształtowana przez narody które i dziś w różnym tu stopniu zamieszkują. Niewiele wiem o tym historycznym regionie. Polska literatura turystyczna dość skąpo obeszła się z tutejszymi obszarami, zarówno pod względem historii, geografii jak i etnografii. Obszar ściśle otoczony przez Słowację Węgry, Polskę oraz Rumunię, od północy ograniczony jest od reszty kraju potężnym wałem głównego grzbietu Karpat, w którym oczywiście liczne przełęcze dają możliwość komunikacji między regionami. Opisałem w przeszłości fragmenty wszystkich podstawowych pasm górskich leżących w ramach Zakarpacia – przedstawiałem więc połoniny : Równą , Borżawę , Krasną oraz Świdowiec, a także Czarnohorę Zachodnią, ale dotychczas nie ujawniałem tego, co kryją zakarpackie doliny, jak wyglądają tutejsze wsie, drewniane cerkwie, drogi,miasteczka oraz górskie rzeki, potoki czy też przełęcze. Uchylę teraz rąbka tajemnicy i zabiorę Was w wirtualny świat zakarpackich zakątków położonych u podnóża tamtejszych Karpat, które na blogu w przeszłości widzieliście bądź macie możliwość wciąż zobaczyć. Dziś będą spojrzenia na Karpaty z perspektywy dolin oraz przełęczy, fascynacje dawnym budownictwem, oraz ulotne chwile z życia mieszkańców. Czytaj dalej

Żelazne krzyże wschodniej orientacji wieńczące cebulaste banie skrytych w dolinach górskich, mistycznych świątyń budowanych z drewna, są charakterystycznym i symbolicznym elementem karpackiego krajobrazu. Szczególnie w Beskidzie Niskim do dziś jawią się one, jako niepowtarzalna materia na stałe od wieków wkomponowana w łemkowski świat odrodzony dziś w pewnym stopniu na nowo. Tajemnicza kraina musi zawierać w sobie duchową treść – obraz cerkwi jest tu przesłaniem … Przestrzeń inna, niezwykła – kto pokocha cerkiew, poczuje Beskid jako najwyższy poziom mistyki – tajemniczej atmosfery w obszarach potężnego terenu w niewielkim dziś stopniu zagospodarowanego.  Przez wieki dzisiejszy pusty świat stanowił przez swą zwartą łańcuchową zabudowę etnograficzny monolit rozerwany przez propagandową propozycję  przenosin na wschód, a następnie już pod przymusem masowych wysiedleń na tereny ziem odzyskanych. Cerkiew – instytucja, mimo przeszkód przetrwała, również jako zabytek zdobyła sympatię, oraz uzyskała wsparcie. Bez względu na politykę, przeszłość, historię oraz skrajne działania człowieka, stanowi dziś spuściznę – bezcenne zabytki ukryte pośród wzgórz, w dolinach które również i dziś zapomniane rozwijają się w swym beskidzkim tempie na nowo. Sama cerkiew, nieważne czy jako obiekt przemianowany już na rzymski, czy też wciąż bizantyjski, imponuje swą piękną obecnością dla jednych jako kult, dla wielu jako ciekawostka. Czytaj dalej

Uchodzące do niedawna za najdziksze góry Europy, potężne i odgrodzone od świata wierchy, położone w obszarach dzisiejszej Ukrainy, były zapomnianymi na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, jednak od pewnego czasu przeżywają renesans popularności i pożądania. Odkrywane i zdobywane w minionych wiekach przez uznanych podróżników, którzy przecierali tu pierwsze ścieżki, dziś są wyznakowane i opisane, a mimo to wciąż trudne dla orientacji, odgrodzone i niedostępne jak dawniej. Bywał tu Stanisław Vincenz, Henryk Gąsiorowski oraz Vincenty Pol. Wielka Wojna naznaczyła tu swe piętno – góry ujawniają dziś jej ślady oraz pamiątki w głębokich dolinach, na przełęczach oraz surowych grzbietach górskich, w postaci stanowisk ogniowych, transzei, schronów bojowych, a czasem i elementów amunicji. W przeszłości biegła między innymi przez Gorgany dawna granica polsko – czechosłowacka – maszerując grzbietem odnaleźć możemy granitowe słupki graniczne, z nierzadko widocznymi wciąż wyrytymi symbolami obydwu państw oraz numerów. Te przedziwne i ekscytujące góry, charakteryzujące się sporymi odległościami, pięknymi lasami, oraz potężnymi rumowiskami skalnymi zwanymi grechotem bądź gorganem, to właśnie słynne Gorgany – góry nie dla każdego, góry potężne w swej inności, wchodzące w skład Beskidów Lesistych, mimo i tu występujących płatów połonin, na których naród huculski wciąż kultywuje tradycyjne pasterstwo – już nie na tak potężną skalę jak dawniej, ale wciąż natknąć możemy się na pasterskie staje, szałasy, stada krów, oraz owiec. Wszechobecne, tak jak i w innych częściach ukraińskich Karpat są gruzawiki – potężne samochody służące do pracy w lesie, przewozu ludzi oraz sprzętu. W tradycyjnych wsiach huculskich odkryć możemy pamiątki nawiązujące do obecności w tych  stronach II Brygady Legionów Polskich, po której, prócz wspomnianych transzei oraz stanowisk ogniowych odnaleźć możemy niewielkie cmentarzyki, pomniki oraz krzyże. Kolejna wojna światowa, zabrała inne wspaniałe elementy wtopione w krajobrazy górskie Karpat Wschodnich, czyli dawne, drewniane schroniska górskie stawiane między innymi przez PTT i inne stowarzyszenia. Dawnych schronisk nie ma już wcale, za to pozostały po nich w niektórych miejscach ruiny świadczące iż polska turystyka II Rzeczypospolitej w czasach międzywojennych rozwijała się nadzwyczaj dobrze mimo tak krótkiego okresu niepodległej wówczas Polski. Dziś zapraszam w Gorgany, do Rafajłowej, zwanej obecnie Bystrzycą, oraz na szlak który poprowadzi mnie na najwyższy szczyt Gorganów, czyli na Wielką Sywulę, tak bardzo odległą od siedzib ludzkich, pożądaną i jakże widokową. Czytaj dalej

Przedstawiam rozległy masyw górski zawarty w granicach szerzej pojętych Karpat Marmaroskich, a ściślej w obszarach niemalże zamkniętego dla turystyki grzbietu granicznego. Od Stoha po Hnitesęna odcinku granicznym – tam rozdzielają się Czywczyny na dwie zbliżone powierzchniowo części, w głębokim obniżeniu Przełęczy Łostuńskiej. Wysyłają na dwóch przeciwległych kierunkach liczne odnogi, których stoki opadają ku dzikim dolinom : Wazeru na południu oraz Czarnego Czeremoszu na północy. Stoh jest miejscem, które w przeszłości zapisało się jako styk nieistniejących dziś już rubieży. Oddzielał dawniej jako tzw. triplex granice trzech państw : Polski, Czechosłowacji oraz Rumunii. Jest to niewielki znak kamienny na zachodnim krańcu pasma, pożądany przez świadomych jego istnienia, żądnych przygód i wrażeń zdobywców. Sam triplex prócz znaczenia międzynarodowego był pewnym symbolem stabilności granic, dziś natomiast traktowany jest jako kultowy, mający charakter pożądanego zabytku, będący celem wypraw, nie zawsze jednak możliwych do zrealizowania. Przez długie lata powojenne nierealnym było się tam dostać. Potężna sistiema blokowała wszelką chęć wędrówki, a drut kolczasty, dawniej pod napięciem, sprawia i dziś ponure wrażenie.  Po upadku ZSRR nastąpiła transformacja ustrojowa, reżim zelżał, lecz wciąż nie każdy miał szczęście dotrzeć w Czywczyny, jednocześnie na szczyt Stoha, czy też Hnitesy mógł jedynie wspiąć się w wyobraźni. Wiek XXI przyniósł tu kolejne zmiany – pojedyncze grupy turystów zaczęły coraz śmielej pojawiać się w Górach Czywczyńskich, także ostatecznie na skraju drugiej dekady obecnego wieku można stwierdzić, że Czywczyny wraz ze swymi magicznymi wierzchołkami zdobyć może w zasadzie niemal każdy turysta, który wie jak zachować się przed, oraz w trakcie pobytu, w tych wciąż zagadkowych górach. Mimo wielu pozytywnych przemian jak i nastrojów, wciąż lokalne drogi, płaje oraz nieliczne szlaki turystyczne są tu puste – właściwie nawet i dla samych obywateli Ukrainy czywczyński obszar to terra incognita. Oczywiście częściej spotkać tu można  wędrowców z Polski bądź Czech. Czytaj dalej

„Ilu jest takich, co byli na Czywczynie i poznali ten świat połogich trawnych połonin, ciągnących się od Czarnej Hory po Palenicę – Ihnatiesę na rozrogu Galicyi, Węgier i Bukowiny?”

Hugo Zapałowicz

Masywny grzbiet odsunięty na północ od granicy, wciśnięty pomiędzy nią a górską rzekę, stoi samotnie jako wybitny wierch pośród zlewających się ze sobą zielonych mas. Tam, jak okiem sięgnąć tylko góry dookoła a sam Czywczyn jest największy w górach granicznych wraz z Hnitesą – obydwa magiczne, mało dostępne i nie łatwe do zdobycia. Potrzeba właściwie dwóch dni by zdobyć i opuścić Czywczyn, tak żeby wrócić następnie do punktu wyjścia. Od czasu gdy powódź na Czarnym Czeremoszu zniszczyła drogę wraz z mostami, i gdy smreki połamały się wzdłuż szlaku, nie chodzi doliną właściwie nikt. Trzeba iść przez Rogi bądź Prełuczny ku granicy i stamtąd na Czywczyniarz – tam zatoczyć półkole na odcinku wielu kilometrów by osiągnąć szczyt.

Kolejny dzień w Górach Czywczyńskich – w ostatnich latach, te góry właśnie narzucają się w moich myślach najczęściej i chłonę je zabierając dla swej pamięci stopniowo, tak by zawsze móc tu powrócić i zgłębić nieznane dotąd obszary. Czytaj dalej

Tekst i zdjęcia : Tomasz Gołkowski

Share Button

Tomasz

Tomasz, autor bloga, pochodzący z Podkarpacia miłośnik gór oraz dzikiej przyrody. Naładowany pozytywną energią, trochę szalony, niepokorny globtroter. Interesuje się historią, kulturą i etnografią Karpat. Zwolennik każdej formy turystyki i czynnego wypoczynku, promotor miasta Przemyśl jak i całego Pogórza Przemyskiego. Zaprasza do odwiedzenia swojego bloga, debaty oraz współpracy. Zachęca również do wspólnych organizacji wypraw górskich i wzajemnego dzielenia się wiedzą na tematy związane z turystyką. Pozdrowienia dla wszystkich ludzi gór a także odwiedzających mojego bloga :)

Może Ci się również spodoba

4 komentarze

  1. Maria z Pogórza Przemyskiego pisze:

    Witaj, Tomaszu, gratuluję kolejnej rocznicy blogowania; to, nic, że rzadko pisywałeś, bo treść wynagradzała tę małą częstotliwość:-) odwiedzasz regiony, które potem opisujesz jak wyprawy nie z tego świata; zawsze chętnie zaglądam, odnajdując nowe ciekawostki, fakty historyczne, no i przepiękne zdjęcia; życzę wielu kolejnych fascynujących wypraw, które potem nam pokażesz; pozdrawiam serdecznie.

    • Tomasz pisze:

      Witaj Mario
      Dzięki serdeczne. Teraz na blogu jest przerwa, spowodowana tym że tworzę potężny artykuł o Przemyślu który zajmuje mi mnóstwo czasu od kilku miesięcy. Jako że blog jest o Karpatach a Przemyśl leży na ich progu, uznałem że należy opisać to miasto, jak i je wypromować, ponieważ potencjał ma ogromny. Mam nadzieję że ukaże się już wkrótce.
      Pozdrawiam Cię serdecznie
      Tomasz ostatnio opublikował…V rocznica bloga Karpacki lasMy Profile

  2. jacek przewodnik świętokrzyski pisze:

    Tomek piękne refleksje , cudowny język literacki oraz zdjęcia. To o zachodzie słońca , te cienie i to pierwsze na połoninie na tle cudownego widoku -panoramy. Stoi Pan Władca Gór Tych Tomasz Gołkowski . On te góry zna na pamięć , przemierzył je wzdłuż i wszerz i wszystko to co najpiękniejsze w ich temacie przekazuje nam wiernym Jego czytelnikom. Całość zamykają cudowne zdjęcia i żal serce ściska , że nie którzy już po nich nie pochodzą , a tylko z okien busów oraz pociągów oglądać mogą.

  3. Tomasz pisze:

    Jacku
    Ja ostatnio również częściej góry widzę z okien samochodu lub autokaru, ale to nie problem, lubię je z każdej perspektywy. Wkrótce artykuł o Przemyślu, mieście na progu Karpat.
    Pozdrawiam Cię serdecznie
    Tomasz ostatnio opublikował…V rocznica bloga Karpacki lasMy Profile

Pozostaw odpowiedź jacek przewodnik świętokrzyski Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.