Kto choć raz szedł beskidzkim szlakiem po wiosennej wichurze, ten widział, jak wygląda las po nocy z halnym. Wyrwane świerki leżą w poprzek ścieżki, a na starych bukach wiszą nadłamane konary, które spadną przy następnym mocniejszym podmuchu. Część tej roboty da się zrobić z ziemi, ale sporo drzew trzeba obejrzeć i przyciąć od środka korony. Wtedy wchodzi arborysta z liną, uprzężą i piłą przypiętą do pasa.
Wspinaczka na drzewo to nie wspinaczka na skałę
Na pierwszy rzut oka sprzęt arborysty przypomina wyposażenie wspinacza: liny, karabinki, przyrządy zaciskowe. Różnica wychodzi w praktyce. Wspinacz skałkowy zwykle spędza w uprzęży kilkanaście minut na jednej drodze, a arborysta potrafi wisieć w koronie jodły przez dwie, trzy godziny, pracując obiema rękami. Punktem zaczepienia nie jest stalowy spit wbity w skałę, tylko żywy konar, którego wytrzymałość trzeba ocenić samemu, na oko i na dotyk.
W Karpatach dochodzi jeszcze teren. Drzewo rośnie na stoku, więc pień z jednej strony ma pół metra do gruntu, a z drugiej kilka metrów do dna potoku. Rano kora bywa mokra od mgły, w październiku zdarza się szron. Takie warunki weryfikują sprzęt szybciej niż jakikolwiek test w sklepie.
Od czego zacząć kompletowanie wyposażenia
Najwięcej czasu warto poświęcić uprzęży, bo to w niej arborysta spędza cały dzień pracy. Uprząż arborystyczna różni się od sportowej szerokim, usztywnionym pasem biodrowym, wygodnymi taśmami udowymi i bocznymi kółkami do lonży pozycjonującej. Dobrze jest ją przymierzyć w zawieszeniu, a nie tylko na stojąco. Po kwadransie wiszenia od razu czuć, czy uciska pachwiny i czy rozkłada ciężar na biodra.
Druga sprawa to wybór techniki, bo od niej zależy reszta zestawu. Przy technice podwójnej liny (DdRT) lina jest przerzucona przez konar i wraca do wspinacza, a przy technice pojedynczej liny (SRT) jest zakotwiczona i wspinacz porusza się po jednej jej żyle. SRT jest szybsza przy wejściu na wysokie drzewa, DdRT wygodniejsza przy przemieszczaniu się w obrębie korony. Wielu arborystów w górach nosi przyrządy do obu i przełącza się w zależności od drzewa.
Poniżej elementy, bez których trudno wyobrazić sobie pracę w koronie:
- uprząż do pracy w pozycji podwieszonej z możliwością dopięcia mostka,
- lina dostępowa o średnicy dopasowanej do przyrządów oraz lina do opuszczania ciętych konarów,
- przyrząd zaciskowy lub mechaniczny do wspinaczki i zjazdu,
- lonża pozycjonująca z regulacją długości, najlepiej ze stalowym rdzeniem przy pracy z piłą,
- rzutka z woreczkiem i linka pomocnicza do założenia przelotu,
- kask z paskiem podbródkowym, ochronnikami słuchu i siatką na twarz,
- karabinki zakręcane lub automatyczne z blokadą, bloczki, pętle i ochraniacz kory.
Na czym nie warto oszczędzać
Najczęstszy błąd początkujących to kupowanie sprzętu po kawałku, z różnych źródeł, bez sprawdzenia, czy elementy do siebie pasują. Przyrząd zaciskowy działa poprawnie tylko na linie o określonym zakresie średnic, a karabinek musi mieć wymiary i kształt dopasowane do uprzęży i bloczka. Dlatego sprawdza się zakup w jednym miejscu, gdzie ktoś zna te zależności i powie wprost, że dana lina nie zagra z wybranym przyrządem. Szeroki wybór sprawdzonych marek, a do tego doradztwo osób, które same pracują na wysokości, to coś, czego warto szukać, przeglądając sprzęt arborystyczny w sieci.
Liny i taśmy tekstylne zużywają się szybciej, niż się wydaje. Żywica, piach z kory i wilgoć działają na oplot jak papier ścierny. Po każdym dniu pracy linę trzeba obejrzeć na całej długości, a po sezonie oddać cały sprzęt ochrony indywidualnej do okresowego przeglądu, który zgodnie z normą PN-EN 365 wykonuje osoba kompetentna. Zapis z przeglądu przydaje się też przy kontroli na budowie czy w nadleśnictwie.
Osobny temat to piła. Pilarka do pracy w koronie jest krótka i lekka, ale nadal tnie tak samo jak duża. Lonża pozycjonująca zwykła, w całości z liny, może zostać przecięta jednym nieuważnym ruchem. Stąd popularność lonży z rdzeniem stalowym i zasada, żeby zawsze mieć co najmniej dwa niezależne punkty wpięcia podczas cięcia.
Szkolenie i doświadczenie w terenie
Nawet najlepiej dobrany zestaw nie zrobi z nikogo arborysty. Techniki linowe, węzły, zakładanie stanowisk i ewakuację poszkodowanego z korony ćwiczy się pod okiem instruktora, najpierw na niskich drzewach w parku, potem na wyższych. Górski las jest dobrym miejscem, żeby szlifować umiejętności, bo nie ma tam dwóch podobnych drzew. Jeden buk ma szeroką, rozłożystą koronę z mnóstwem dobrych punktów, sąsiedni świerk tylko wąski wierzchołek i kruche gałęzie.
Dobrze skompletowany sprzęt po prostu przestaje zajmować uwagę. Arborysta nie myśli wtedy o uwierającej taśmie czy przyrządzie, który przycina linę, tylko o tym, które cięcie wykonać i gdzie spadnie konar. W stromym karpackim terenie, z dala od drogi i zasięgu, to często różnica między spokojnym dniem pracy a telefonem po GOPR.






