Archiwa tagu: Bieszczady

Puste Bieszczady

Bieszczady

W PRL – u najdziksze oprócz Beskidu Niskiego pasmo w Polsce, odcięte od cywilizacji i w wielu obszarach zamknięte wręcz fizycznie dla świata turystyki, czego przykładem jest bieszczadzki worek. Do dziś uchodzi on za symbol bezludnych przestrzeni w tych ukochanych i wciąż pamiętnych dla wielu, cichych górach. Świata współczesnych Bieszczadów niestety nie można już porównać do tego z okresu pierwszych, powojennych dziesięcioleci – Bieszczady stały się najpierw modne, następnie komercyjne, a dziś są po prosu przepełnione i sytuacja owa zabija to, co w tych górach najpiękniejsze. Bieszczadzki romantyzm uleciał gdzieś i rozpuścił się nieodwracalnie – nawet jesienią piękna pogoda jest już tylko magnesem dla potężnej fali turystów pragnących zobaczyć z wysokości cudowne kolory bieszczadzkiej puszczy, usłyszeć ryk jeleni, odwiedzić magiczne Jeziorka Duszatyńskie, czy też odetchnąć górskim powietrzem. Odludne miejsca jak wspomniany bieszczadzki worek, pomału przyciągają coraz większe rzesze zainteresowanych tematem doliny górnego Sanu oraz umownym jego źródłem. Kińczyk Bukowski oraz Opołonek wciąż znajdują się jeszcze poza zasięgiem, enigmatyczną pozostaje fascynująca Hyrlata jak i Wysoki Dział, a także zalesione niemal w całości Pasmo Graniczne. Mimo wciąż wzrastającej frekwencji turystów, Bieszczady mogą posiadać zachwycający i niespotykany nigdzie indziej urok, należałoby jednak zatrzymać się tu późną listopadową porą bądź wręcz zimą. Góry te potrafią być puste, z pewnością też pozostają piękne nawet gdy opadną liście a przy odrobinie szczęścia? Zobaczyć możemy wiele – myślę że naprawdę więcej niż w pogodne upalne dni. Zimą trzeba jednak uważać, Bieszczady wbrew pozorom potrafią być groźne – potrafią zabić … Czytaj dalej

Share Button

Z krainy buka i połonin – wspomnienia Andrzeja Tabora

Z krainy...

Andrzej Stanisław Tabor oryginalny wędrowiec, podtrzymujący wciąż tradycję starej szkoły turystyki górskiej, wzorowy przykład człowieka gór, ukazuje młodszym pokoleniom czym jest etos prawdziwego turysty … Bez lansu, bez sztuczności, bez zbędnej komercji. Wiele zdjęć Andrzeja miałem przyjemność oglądać na Naszej skromnej „facebookowej” grupie – Echo Karpat. Są to w dużej mierze fotografie pochodzące sprzed 30-tu lat i tworzą dla niego niesamowity prywatny dokument, którego ledwie namiastkę mam dziś przyjemność przedstawić Wam na blogu. Zapraszam do przejrzenia.

Czytaj dalej

Share Button

Wiosenne Bieszczady – to tu, to tam …

DSC_0740

Bieszczady są inne od wszystkich gór jakie znam … i bynajmniej nie mam tu na myśli połonin których  nie spotkamy nigdzie indziej na obszarze polskich Karpat. Bieszczady to góry nieszablonowe, surowe, i jakby niedostosowane do komercyjnego prospektu. Prostota komponuje się tu z dzikim pięknem, a ogromna przestrzeń, którą chłoniemy z poszarganych wiatrem połonin zastanawia … Te zielone stoki opadają stromo ku dolinom równie pięknym co wierzchołki, z pewnością jednak bardziej intrygującym. Dziś przenosić będziemy się to w górę to w dół – zobaczymy mniej znane doliny i piękne połoniny. Wczesnowiosenne Bieszczady budzą się do życia – tłumów jeszcze nie ma, odizolujemy się więc, by w ciszy przeżywać kontakt z naturą. Czytaj dalej

Share Button

Wspomnienia z bieszczadzkiej granicy … 50 lat temu

CIEKAWOSTKA    HISTORYCZNA   Z  1964   ROKU..

Pan Jacek Grzybała – znany  czytelnikom bloga przewodnik, pamiętający magiczne Bieszczady z lat 60 – tych, nadesłał krótki aczkolwiek ciekawy tekst dotyczący dawnej granicy polsko – radzieckiej w Bieszczadach. Ponieważ lubimy karpacką historię, oraz legendy i wspomnienia ludzi związanych z tym jakże ciekawym łańcuchem górskim, zamieszczam dla Was czytelnicy niecodzienny rarytas. Zapraszam do przejrzenia.

IMG_3763 (1)

Czytając wpisy i oglądając  zdjęcia na blogu „Karpacki las”  zobaczyłem   ciekawe   miejsca   związane  z  dawną  granicą  ZSRR/RUMUNIA ( wcześniej II Rzeczypospolita  / Rumunia. Czytaj dalej

Share Button

KOLEJKOWE  OPOWIEŚCI   BIESZCZADY

DSCN7323

Dziś na blogu przedstawiam kolejne opowieści Pana Jacka Grzybały, którego postać mieliście okazję już tutaj poznać. Zapraszam do poczytania dalszej części informacji o bieszczadzkiej kolejce.

Historia    Bieszczadzkiej  Kolejki   Leśnej    jest  już  dobrze  znana  i opisana  w  literaturze   przewodnickiej  ale   najlepsze  są   opowieści  z  pierwszej  ręki    czyli  od   kolejarzy  pracujących   w  ruchu   przy      obsłudze  pociągów. Czytaj dalej

Share Button

Opołonek

 

DSC_0669

Krótkie chwile spędzone na Kińczyku Bukowskim dobiegają końca – teraz przede mną kolejna część długiej wędrówki, wielce ekscytującej przygody której celem głównym jest Opołonek ( 1028 m ). Na samym krańcu Bieszczadów czeka na mnie góra być może nie tak spektakularna jak Kińczyk, czy też wszystkie znane nam połoninne szczyty Bieszczadów Wysokich – jest również wyraźnie mniejsza i niemal w całości zalesiona. Gwiazda Opołonka świeci zupełnie niepodobnie w zestawieniu z powyższymi – przede wszystkim jest najdalej na południe wysuniętym szczytem naszego kraju, ( nie punktem ), mimo że taką informację często podają przeróżne źródła. Na południowo-wschodnim stoku góry Opołonek, kilkaset metrów od szczytu, znajduje się siodło bez nazwy (słupy graniczne nr 219) – ono właśnie stanowi najdalej wysunięty na południe punkt – 49°00’07.33″N, 22°51’34.87″E. Opołonek dodatkowo działa na wyobraźnię jako miejsce niedostępne, oddalone znacznie od siedzib ludzkich, pogrążone w głębi karpackiej puszczy, wyjątkowo pięknie prezentującej tu liczne starodrzewia. Ruszam więc dalej – przede mną sporo kilometrów marszu, a dzień przecież jest już dość krótki o tej porze roku. Postaram się jednak zobaczyć i przeżyć przez ten czas jak najwięcej … Czytaj dalej

Share Button

Kińczyk Bukowski

Odległy narożnik południowo – wschodniej Polski, to obszar nieodwiedzany, nadzwyczaj dziki i wręcz zakazany. Miejsce które od dziesięcioleci narzucało się w myślach turystów, przewodników oraz eksploratorów karpackich pustkowi. Dawniej ” Bieszczadzki Worek ” czyli zamknięta enklawa stworzona na potrzeby dostojników z czasów PRL – u … Dziś mimo nowych, lepszych czasów, teren nieoznakowany, strzeżony przez służby graniczne, jest jakby zapomniany, pozornie nienamacalny i enigmatyczny. W przeszłości każdy przyszły przewodnik, stawiał sobie za honor nielegalne wejście w zakazaną strefę południowo – wschodniej szpicy Polski. Teraźniejszość pokazuje kolejny odcinek zmagań z absurdami … Strona polska nie zezwala na wejście – kraj naszych wschodnich sąsiadów, mimo że restrykcyjny, jawiący się często Polakom jako świat nonsensów i paranoi daje zezwolenia zorganizowanym grupom turystycznym na wejście od strony ukraińskiej na szczyt Kińczyka … Dziś osobiście wchodzę od strony polskiej – odbędę całodniowy marsz, startując z Wołosatego na Kińczyk Bukowski i dalej ku Przełęczy Żydowski Beskid, skąd wyruszę na Opłonek – najdalej na południe wysunięty wierzchołek Polski. Wędrówkę zakończę przechodząc tuż obok umownego źródła Sanu o którym pisałem w przeszłości idąc następnie starą drogą aż do Bukowca … Czytaj dalej

Share Button

Hyrlata

DSC_0932

Najdziksze fragmenty polskich Bieszczadów odnaleźć można w zachodniej ich części. Tam właśnie, między dolinami Solinki oraz Roztoczki, niewiele dalej na północ od granicy państwa, wcisnęło się małe, lecz stosunkowo nieucywilizowane jeszcze pasmo Hyrlatej. Obszar mniej znany i nieczęsto odwiedzany, słabo oznakowany i postrzegany przez znających Bieszczady jako miejsce szczególnego bytowania niedźwiedzi … Niepopularny masyw górski, oferuje nam widoki przepiękne, może nie tak spektakularne jak z Halicza czy też z Tarnicy, ale i tu przecież przy odpowiedniej pogodzie zobaczyć można dalekie Tatry … Pasmo Hyrlatej to grzbiet być może najmniej znany szerszej grupie turystów odwiedzających Cisną czy też Wetlinę, czas zatem przedstawić na blogu Bieszczady zapomniane a już na pewno mniej komercyjne … Czytaj dalej

Share Button

STACJA KOLEJOWA – BALNICA i JEJ GOSPODARZ

IMG_3236_Pan_Jacek czb_podpis

Czy pamiętacie postać Pana Jacka Grzybały ? Swego czasu na blogu, Pan Jacek zafascynował czytelników swymi wspomnieniami sprzed lat … Tamte reminiscencje to dzikie Bieszczady – nieposkromione jeszcze i mało znane. Nasz bohater pisał w jednym z trzech zamieszczonych w przeszłości artykułów o wycieczce kolejką leśną do Balnicy –  ofiarował swe archiwalne zdjęcia, oczywiście czarno białe – działające na wyobraźnię współczesnych turystów, nie raz pewnie zastanawiających się jak wtedy w Bieszczadach było … Dziś Pan Jacek ukazuje nam swój powrót do korzeni – ponowną podróż kolejką do ukochanej Balnicy, i nowe spojrzenie na ten dawno nie widziany przez niego świat. Zapraszam do przeczytania zostawiając przy okazji link do dawnego artykułu o wycieczce na Balnicę – dla przypomnienia oraz zestawienia tego co Pan Jacek przeżył w latach sześćdziesiątych oraz tego co doznał ledwie parę tygodni temu. Link do starszego artykułu znajdziecie Tutaj

Dawno już nic nie pisałem, ale chwila zamysłu i jest temat. Przecież moje pierwsze spotkanie z Bieszczadami miało miejsce dokładnie w lipcu 1965 roku, a tu gdy piszę te słowa mamy koniec sierpnia 2015 roku. Rachunek jest prosty, minęło już dokładnie 50 lat i jeden miesiąc. W kilka minut   postanowiłem, ruszam w podróż. Oczywiście cel tak jak kiedyś, Bieszczady a w programie jazda ciuchcią na BALNICE. Ponieważ ja już  nie  wyjeżdżam z Kielc swoim samochodem  w dalsze trasy, więc musiałem znaleźć kolegę wspólnika a zarazem kierowcę. Ostatecznie jednak  przyjęliśmy  następujący wariant, wyruszamy z kolegą i to jego samochodem . Umowa jest taka, ja funduje paliwo, a on jest szoferem na całej trasie. Mam za to komfort nie z tej ziemi. Nic mnie więcej nie obchodzi. Siadam do samochodu kolegi, pakuje graty na drogę i jazda. Podróży z Kielc w Bieszczady do stacji kolejki   wąskotorowej Majdan nie będę opisywał . Ponieważ  mamy już  wrzesień wyjazd następuje pod koniec tygodnia. W tym miesiącu  kolejka do naszej   przejażdżki kursuje tylko w  sobotę i niedzielę.  Nasz plan jest następujący, w sobotę do południa jesteśmy w  Majdanie. Wyjazd kolejką na górę do stacji Balnica, odjazd  g. 13:00 przyjazd Balnica  13:45 . Tu nocleg u Wojciecha Judy, ognisko z długą gawędą i z wspomnieniami tamtych minionych dni. W niedziele o g. 14:15 odjazd z Balnicy i powrót do Majdanu na g.  15:00. To jest nasz plan. Dzisiaj pisząc te słowa nie mogę doczekać się daty 5   września 2015 roku / sobota /, dnia wyjazdu na Balnice. Wiem też jedno, że ciuchcia pod parą czyli samowarek kursuje tylko w wakacje, miesiące     lipiec-sierpień, i na  dodatek jeden raz w tygodniu, w piątek. Trudno, my we wrześniu do Balnicy pojedziemy lokomotywą spalinową dieslem produkcji rumuńskiej popularnie zwanej „Rumunem”.

_DSC6704BUDYNEK – STACJA  KOLEJOWA  BALNICA

HALO  TU   STACJA KOLEJOWA  MAJDAN – stoi na stacji lokomotywa, nie ciężka i nie ogromna i pot jeszcze po niej nie spływa – tłusta oliwa. A ta jest widoczna na niektórych elementach lokomotywy bo ta jest napędzana olejem napędowym.

Jest już sobota 5 września 2015  roku g :12.00. Jesteśmy z kolegą na parkingu przy stacji bieszczadzkiej kolejki wąskotorowej. Tłok co nie miara, nie ma gdzie zaparkować, odesłani jesteśmy na koniec parkingu. W końcu znajdujemy jeszcze wolne miejsce. Za chwilę słychać przeraźliwy gwizd   lokomotywy. Na peron wtacza się pociąg, który przyjeżdża ze stacji Przysłup.

Na przodzie lokomotywa z silnikiem spalinowym Diesla to „Rumun”, za nim wagon osobowy koloru zielonego pełny turystów, a potem 6 wagonów   zadaszonych z wielkimi otworami zamiast okien. Gdy wszyscy już wysiedli z pociągu to w pewnym momencie na peronie zrobiło się zupełnie ciasno. Ludzi było jak mrówek w mrowisku. Trzeba wiedzieć że 6 wagonów po 40 osób, to 240 osób + wagon osobowy zielony też 40 osób to prawie w sumie   300 osób. Za chwilę rozlega się gwizd, ale w zupełnie innym tonie. To znak, że na peron wjeżdża parowóz. Sapie i dyszy, pełno pary wokół  niego i już za moment stoi na peronie. To nadjechał pociąg z drugiej strony z Balnicy. Jest to kurs poza rozkładem jazdy, tym zestawem  z  parowozem na czele     przyjechała wycieczka z turystami niemieckimi. Oni zamówili sobie zestaw, ale tylko z parowozem na przodzie. Widząc co jest grane  szybko pobiegłem do kasy. Kupuje dwa bilety i mówię do kasjerki,  jest już  po sezonie, rok szkolny się zaczął a tu taki ruch . Pani kasjerka odpowiada, sami nie wiemy co jest grane. Dobrze, że już mam bilety w ręku.  Idąc do samochodu słyszę jak przez megafon rozlega się komunikat NA  BALNICĘ NA G. 13:00 WSZYSTKIE BILETY WYSPRZEDANE. Pomyślałem mamy  szczęście. Za chwile dodatkowe ogłoszenie, będzie jeszcze dodatkowy kurs o g. 13:30. Tu   refleksja. Ja tą kolejka jechałem pierwszy raz w 1965 roku, potem w 1994 roku z żoną i synem, to  ledwo co było pasażerów. Ostatecznie kolejkę w   dniu pierwszego grudnia 1994 roku wyłączono z  eksploatacji i wszystko zamarło. Ostatnimi laty w okresie 1990-1994 kolejka przewoziła tylko około 10 000 pasażerów rocznie. Dopiero gdy zawiązała się FUNDACJA BIESZCZADZKIEJ LEŚNEJ KOLEJKI w lipcu 1996 roku, a Samorząd   Wojewódzki  dopomógł temu przedsięwzięciu finansowo, sprawa ruszyła pomału do przodu.  Nastąpiło to od 1997 roku. W zeszłym roku kolejka już     przewiozła ponad 100 000 pasażerów dzięki odpowiedniej reklamie i inwestycjom . W  tym roku samych turystów z Niemiec jechało kolejką 8000   osób , a na rok 2016  złożono zamówień na przejazd dla 15  000 osób.

DSCN7316

Skład naszego pociągu jest już gotowy do odjazdu. W kilka minut wszystkie wagony są pełne pasażerów, a jest ich prawie 300 osób. Sąsiednim torem bardzo pomału przejeżdża mały parowozik z dendrem. Maszynista włączył gwizdek, puścił parę z zaworów i  wszyscy pasażerowie naszego pociągu złapali  za kamery i aparaty fotograficzne, ja też tak zrobiłem. Parowóz ten to prawdziwy zabytek techniki. W tym momencie zadziałała u  mnie  pamięć i wspomnienie. To właśnie ten parowóz  50 lat temu ciągnął za sobą zestaw wagonów  osobowych  starego typu. Na samym końcu tego pociągu   ostatni wagon to była platforma towarowa z plecakami i sprzętem  biwakowym. Ten wagon był moim miejscem podróży. Droga od stacji kolejowej   Rzepedź  do stacji  kolejowej Majdan trwała w  sumie 4 godziny. Postój pół godzinnym był na przystanku Balnica. Tej atmosfery już nie ma gdy się   podróżuje pociągiem z lokomotywą na silnik  spalinowy diesela.  Nawet jeżeli dawniej, gdy były 3 lub 4 wagony z kłodami drzewa i jechały do kombinatu w Rzepedzi, to był tylko jeden wagonik osobowy dla pasażerów. Moja podróż w 1965 roku była jedyna w swoim rodzaju. Organizatorzy rajdu, którego byłem uczestnikiem dla 200 osób wynajęli cały pociąg wraz z wagonem towarowym. Mówiąc krótko miałem szczęście nie z tej ziemi, dlatego tak mile to wspominam. Wszystko to opisałem we wspomnieniach  w Karpackim lesie. Jest godzina 13:00 drzwi wagoników są zamykane od   zewnątrz, robi to kierownik pociągu a zarazem hamulcowy. Co ciekawe nikt nie sprawdza biletów, jestem bardzo zdziwiony dlaczego? Dziwny to pociąg, ruszamy. Do pokonania 9 km drogi, cały czas pod górę. Po drodze dwa przystanki z torami do mijanki.

Pierwszy Żubracze, potem Solinka, zaś cel naszej wyprawy  to stacja Balnica. Droga cały czas pod górę doliną rzeki Solinka. Czas jazdy na górę 45 minut. Postój regulaminowy na Balnicy 30 minut i powrót tą samą drogą. Pomału ale do celu, od czasu do czasu rozlega się ostry gwizd lokomotywy to zbliżamy się do niestrzeżonego przejazdu. Jest pierwsze skrzyżowanie z  Wielką Obwodnicą  Bieszczadzką. Kilka samochodów  osobowych  czeka aż, kolejka przejedzie. Dzieci nam machają, my też  w rewanżu, a  rodzice robią pamiątkowe  zdjęcia. Będzie co wspominać. Moje zdziwienie idzie w innym  kierunku, brak jakiejkolwiek informacji przez megafon. Mam na myśli takie tematy: trasa kolejki wynosi 9 km, kolejka  pokonuje najwyższy punkt na swej trasie czyli stacja Balnica. Różnica wysokości pomiędzy Balnicą a Majdanem wynosi … spadek podłużny torów jest tyle a tyle, chociaż kilka zdań, kiedy kolejkę wybudowano, kto budował mosty nad potokami, jakie były losy kolejki w okresie I   Wojny Światowej  i II Wojny Światowej. Ludzie jadą jak ciemna masa, istna komercja tylko wykupić bilet przejechać się tam i z powrotem i szybko wysiadać. No ale trzeba trochę spojrzeć obiektywnie. Dobrze że są pasażerowie, kolejka została uratowana.  Jest duży ruch turystyczny, kolejka przynosi zysk i jest wielką  atrakcją Bieszczad. Pomału zbliżamy się do stacji Balnica. Długi, potężny gwizd i oczom naszym ukazuje się polana leśna, na niej dwa torowiska – to stacja Balnica. Maszynista  otwiera drzwi  we  wszystkich wagonach i oznajmia: 30 minut postoju, czyli odjazd  o g. 14:15.
Ja podpierając się kulą z trudem wysiadam  na bardzo  niski  peron,  oraz  kieruje  się do stacji   kolejki , gdzie mieszka pan Wojciech Juda. Prowadzi   on schronisko i mini sklepik. Na peronie stragany z miodem i innymi łakociami, tłum rusza w ich kierunku. Kilkanaście osób podąża do budynku dawnej stacji kolejki  czyli do mini sklepiku. Ja idę bardzo powoli, w połowie drogi podchodzi do mnie turystka, pan z Kielc do Wojtka  Judy? Tak odpowiadam – właśnie czekamy proszę ze  mną. Z  uwagi  na fatalną pogodę, deszcz i przenikliwe zimno podjąłem decyzje, za 30 minut wracamy  tym samym pociągiem na dól do Majdanu. Zmartwiło to moją rozmówczynie, Wojciech Juda zajęty,  są  turyści musi handlować w  sklepiku.

DSCN7248 (1)BUDYNEK – STACJA KOLEJOWA MAJDAN

Ja przywiozłem dla Wojciecha  Judy moje wszystkie artykuły o kolejce i Bieszczadach z tamtych dawnych, pięknych lat.  Zdjęcia kolejki oraz zdjęcia wózków z tymi balami drzewa obiecałem przywieźć następnym razem. Z Wojciechem rozmawiałem w sumie 10 minut. Wspólne zdjęcia, potem jeszcze kilka ujęć budynku samej stacji. Trochę moich wspomnień przekazałem koleżance Wojciecha. Słuchała z wielkim zainteresowaniem. Bardzo żałowała że nie zostaję chociaż jeden dzień, bo  te  30  minut to kropla  w  morzu. Zostałem  zaproszony aby koniecznie przyjechać  jeszcze raz. Oczywiście, że   to  zrobię a nawet mam taki pomysł aby pojechać na Balnicę w pażdzierniku jeszcze tego roku. Będzie wtedy złota polska jesień. Moje marzenie to zrobić wywiad z Wojciechem Judą. Niech opowie jak trafił w Bieszczady i jak  zamieszkał na stacji kolejowej Balnica. Jakie były jego tu początki i ciężka praca przy zagospodarowaniu  obiektu stacyjnego. ale to przyszłość i o tym będzie w odpowiednim momencie.

Teraz  do  widzenia , wsiadamy  do   kolejki   i   jedziemy  cały czas   w  dół,  45  minut do Majdanu.  Żal  że  muszę   wracać,  to  już  koniec  a  plan  nie został  wykonany  w  100  procentach . Bądżmy dobrej  myśli.   Na   pewno  spróbujemy tu  jeszcze  raz  przyjechać. Oczywiscie   hamowanie  pociągu tak  jak  kiedyś  odbywa  się   na   ostatnim  wagonie . Drogi  ubywa ,mijamy stacje  SOLINKA    i ŻUBRACZE   jesteśmy  na MAJDANIE. KONIEC

001 002

11.10.2015   r.  Przed 2 godzinami wróciłem z Majdanu do domu, do Kielc. Ochłonąłem, zjadłem kolacje i postanowiłem na żywo   podzielić się wrażeniami z drugiej wyprawy w Bieszczady,  a  konkretnie z przejazdu kolejką na Balnicę i pobytu u Wojtka Judy. Było też zaimprowizowane przeze mnie małe spotkanie autorskie . To spotkanie, to moje  wspomnienie o Bieszczadach 50 lat temu jak również  i reklama  blogu  Tomasza Gołkowskiego – Karpacki las. Odbyło się ono na dużej sali na poddaszu budynku dawnej stacji kolejki leśnej. Budynek ten od ponad 25 lat  jest własnością Wojciecha Judy, on tutaj pełni rolę gospodarza domu.

DSCN7309 DSCN7254

Pogoda bardzo dobra, jest cholernie zimno i wieje bardzo silny wiatr. Sobota  10.10.2015 r  wyjazd planowy na trasie Majdan – Przysłup – Majdan i okazuje się że chociaż jest już połowa października to tyle jest chętnych osób do jazdy kolejką, że za nami na Przysłup pojedzie dodatkowy skład. O godź.  13:00 ten nasz skład jako dodatkowy  kurs na zamówienie jedzie na Balnicę po harcerzy, którzy czekają na zjazd do Majdanu. Dla nich są przeznaczone 2 dwa puste wagony. Cały pociąg liczy 7 wagonów z czego 5 wagonów ma komplet pasażerów. Spośród wielu podróżnych jestem również i ja oraz moi dwaj współtowarzysze. Jest coraz cieplej, słoneczko przyświeca a co ciekawe ja staję się obiektem zainteresowania artysty fotografika z Warszawy Pana Mariana Rynkiewicza … Pstryka i pstryka te zdjęcia na wszystkie strony i przekazuje mi wiadomość, że tacy jak ja są poszukiwani do   filmów o Bieszczadach aby grać role słynnych zakapiorów bieszczadzkich. Aktualnie moja broda ma prawie 15 cm długości, jest całkiem siwa i rzeczywiście spełnia wszystkie wymogi filmowe … Otrzymuję od niego adres mailowy, a także numer telefonu  komórkowego, będę czekał na około 20 moich zdjęć tak mam obiecane … Długi gwizd i wjeżdżamy na stację Balnica, wysiadamy i kierujemy się do Wojtka na stację … Dzień dobry tu nasza trójka, otrzymujemy przydział miejsc do spania i pod wieczór jest małe spotkanie przy ognisku. Gdy kiełbaski już zjedzone i zrobiło się całkiem ciemno oraz zimno lądujemy na sali sypialnej. Jeszcze rozpalenie w  kominku i siadamy  przy stole. Jest też z nami Wojtek. Robi się ciepło a nawet gorąco. Ja   włożyłem na siebie koszulkę z napisami przewodnik świętokrzyski wraz z wyszywaną blachą przewodnicką i emblematem PTTK. Zacząłem opowiadać o kolejce o Balnicy jak było tu 50 lat temu, gdy ja jechałem na trasie Rzepedż – Balnica – Majdan. Pokazałem wydruk z Karpackiego lasu wraz ze   zdjęciami z tego przejazdu. Ta moja mini prelekcja trwała około 1 godziny. Potem były inne  opowieści. W końcu zaproponowałem aby Wojtek udzielił   mi wywiadu. Moja propozycja otrzymała przychylną opinie. Co do wywiadu Wojtek poprosił abyśmy przeszli do kuchni. Ustalono że w temacie nie będę używał górnolotnego zwrotu KRÓL BALNICY  czy też WŁADCA na BALNICY. Po prostu GOSPODARZ na BALNICY – WOJTEK  JUDA.    

print niedzwiedz 033

Mała kuchenka, siedzimy na dwóch pniaczkach pokrytych mocno wytartą skórą. Wiadomo, że obowiązuje mnie zwrot GOSPODARZ  NA BALNICY – WOJCIECH JUDA GOSPODARZEM NA BALNICY  jest już prawie 30 lat.  Kupił  ten obiekt  czyli budynek dawnej stacji kolejki wąskotorowej od Skarbu Państwa. Był on  wtedy w bardzo złej kondycji technicznej. Dużo pracy trzeba było włożyć aby budynek osiągnął obecny wygląd. A jest tu wszystko, na dole mieszkanie dla rodziny, obok mały sklepik  spożywczy. Po bardzo stromych schodach wchodzimy na dawny strych, tu kuchnia dla turystów, sala noclegowa dla 20 osób jest też kominek w którym pali się drewnem bukowym, oczywiście także toaleta i prysznic. Nie będę się pytał o sprawy związane z rodziną i pracą w sklepiku bo to jest opisane szczegółowo na stronie internetowej GOSPODARZA na BALNICY. Moje pytanie jest proste – opowiedz jakąś ciekawą historie na przykład twoje spotkanie z królem Bieszczad czyli niedźwiedziem brunatnym.
– Wiesz dawniej było ich mało około 30 sztuk teraz  leśnicy na podstawie obserwacji oceniają że w naszych Bieszczadach żyje ich około 100 sztuk, tak to dosyć dużo, co roku przybywa ich kilkanaście sztuk.

Kiedy miałeś ostatnio spotkanie z  niedźwiedziem ?

– było to półtora tygodnia temu na początku października.

 Jaka była lokalizacja, w którym  miejscu,  czy  daleko od domu ?

– Nie, to nie tak daleko około 1.5 km stąd  na drodze prowadzącej przez nie istniejącą już wieś Balnica, w jej górnej części. Udałem się tam sam, pieszo nie brałem ze sobą mojego psa. Było późne popołudnie około godziny 16.30-17.00. W lesie o tej godzinie przy pochmurnym niebie to widoczność  jest słaba i za pól godziny robi się szarówka. Poszedłem posłuchać jeleni na rykowisku jak wabią swoje łanie. To piękne głosy, słychać ten ryk kilkaset   metrów. Stanąłem i nasłuchuje, ale do mych uszu dochodzi chwilami taki chrzęst  jak zgrzytanie zębów takie chrum chrum. Odwracam się, ruszają się   krzewy malin i jakieś  gałęzie, ale na razie nic nie widzę. Odgłos dalej jest uchwytny mym uszom. Coś się rusza, widać coś chyba  brunatnego –  czy to niedźwiedź? Po chwili na drodze ukazuje się zwierz nie rozróżniam, czyżby naprawdę to był bieszczadzki miś? Moment, gdy ów nie do końca rozpoznany miś stanął na tylnych łapach – teraz wiedziałem z kim mam  do czynienia. Odległość do niedźwiedzia to około 30-40 m. Wyglądał bardzo groźnie a tak stojący niedźwiedź ma 3 metry wzrostu. Niedźwiedzie mają bardzo słaby wzrok. Gdy stoją na  2 tylnych łapach, pozycja na stojąco daje   im możliwość obserwacji  z góry, a zarazem zwiększa zasięg pola widzenia. Dla mnie to nie były spokojne chwile. Nogi miałem trochę jak  z waty, ale spokój mnie uratował. Po małej chwili  niedźwiedź wrócił  do pierwotnej pozycji i już stojąc na 4 łapach pomału zaczął zbliżać się do przydrożnego rowu. Zrobiłem kilka kroków do tyłu, a gdy misiu zniknął w zaroślach ja już całkiem spokojnie i pomału skierowałem swoje kroki w kierunku domu. Tak skończyło  się  ostatnie moje spotkanie z bieszczadzkim niedźwiedziem.

DSCN7290 DSCN7294

Ja ze swojej strony muszę dodać że Wojtek miał więcej spotkań z bieszczadzkimi niedźwiedziami, ale o tym  może  napiszę w przyszłości.

DSCN7243 DSCN7266

Autor z  naczelnikiem Stacji Majdan przekazuje  swoje wspomnienia  o kolejce  z 1965  roku.

Tekst: Jacek  Grzybala, zdjęcia: Ihor Romanyszyn, Wojciech Juda, Marian Rynkiewicz.

Share Button

Przez gniazdo Tarnicy oraz Halicza

DSC01430

Niesamowity obraz południowo wschodniej Polski, osiąga apogeum swego piękna w samym rogu mapy naszego kraju. Rozciągają się tam dzikie pustkowia i doliny nieistniejących wsi, ponad którymi wznoszą się najdziksze lasy w polskich Karpatach – fragmenty prastarej puszczy wciąż jeszcze występują tu w wielu miejscach, a dzikie zwierzęta zamieszkujące te często nieprzystępne ostępy, żyją w liczbie większej niż gdziekolwiek indziej w polskich górach. Czytaj dalej

Share Button