Połoniny Hryniawskie. Pasmo Kryntej i Skupowej

Góry Hryniawskie, to pasmo rozległych połonin wciśnięte pomiędzy doliny najsłynniejszych karpackich rzek : Czarnego oraz Białego Czeremoszu. Wierchy te fascynowały nas od lat i wciąż pomimo że nieczęsto przez nas odwiedzane, pozostają w naszych wspomnieniach, jako być może najpiękniejsze połoniny w granicach całej Ukrainy. Miejsca to zjawiskowe, choć mało znane, zachowujące tę iskrę dawnego świata huculskiego, tlącą się jeszcze w stosunku do pozostałych i w dużym stopniu zagospodarowanych już połaci Karpat Wschodnich. Tutaj wciąż można obcować z namiastką świata prastarego, jednocześnie wędrując i nie spotykając na szlakach grup turystycznych a nawet i pojedynczych piechurów spragnionych samotności i odosobnienia. „Hryniawy” ciągną się od miejscowości Werhowyna na północy  ku przełęczy Szyja, na południu, która oddziela je od Gór Czywczyńskich. Inna przełęcz Watonarka dzieli z kolei Połoniny Hryniawskie na część północną oraz południową. Jej południowy fragment odwiedzany przez nas w przeszłości, utkwił głęboko w naszej pamięci do dziś, jako jedno z najpiękniejszych i odludnych miejsc w całych Karpatach. Część północna natomiast, równie piękna, sprawiająca wrażenie ogromnego górskiego stepu, posiada zdecydowanie inny charakter. Liczne wsie oraz ich przysiółki skupione w dolinach poniżej wierchów, to fenomen kulturowy przetrwały do naszych czasów. Można tu spotkać ludzi żyjących według dawnej huculskiej tradycji, podziwiać stare chaty, oraz poznać ten jeden, jedyny niepowtarzalny charakter tego miejsca. Trzeba jednak tego uczucia osobiście doświadczyć i następnie zachować głęboko w pamięci. To pewnie ostatni moment, by móc nacieszyć się jeszcze tą przedziwną, cudowna atmosferą … Wkrótce i tu wkroczy nowe – odwiedzajmy Hryniawy i rejestrujmy wspomnienia. Zbyt wiele w Karpatach przepadło przez ostatnie dziesięciolecia …

Nie wszystkie przygody górskie są pasmem trzymających w napięciu i pełnych dramaturgii przeżyć. Zdarzają się takie chwile, gdy nie ma odwrotu i musisz brnąć czasem niemal na ślepo przed siebie, by nie utkwić i nie pogrążyć się. Wszędzie bywa wówczas daleko i wyzwaniem jest dojść do celu. Bywają jednak płaje, które zaprowadzą Cię, gdzie tylko chcesz, bez przygód i niepewności. Takie właśnie jest pasmo Kryntej oraz Skupowej – wyjątkowo piękne oraz ciekawe a mimo to spokojne, zachwycające sielską i przyjazną atmosferą.

Tuż za wiejską drogą we wsi Zełene, po prawej stronie Czarnego Czeremoszu, pnie się w górę zachodnich stoków pasma Skupowej wygodna ścieżka ku tak zwanym Uhorskim Skałom. Podążając nią, dostrzegamy liczne worynie oraz zielone łąki będące świetnym punktem widokowym, nie tylko na rozległą dolinę górskiej rzeki, ale również ku najwyższym partiom Czarnohory. Wcześniej zerkając na mapę zastanawiała mnie ilość zaznaczonych krzyży wzdłuż dobrze zarysowanej ścieżki. Okazuje się, że jest to droga krzyżowa, wybudowana na potrzeby mieszkańców Zełenego oraz licznych przysiółków rozrzuconych na stokach tej przepięknej doliny.

Zostawiamy za sobą Czarnohorę, oraz wieś Zełene nad Czarnym Czeremoszem. Niepowtarzalna jest dolina jednej z najsłynniejszych rzek Karpat, a wsie położone w jej biegu to wciąż wybitnie piękny obraz dawnego świata, który tak szybko w ostatnich latach odszedł w wielu miejscach na zawsze. Zobaczymy jednak dziś i jutro krajobraz Huculszczyzny w swym najmocniejszym wydaniu. Tam na stokach i połoninach, oraz niżej w dolinach istnieją takie miejsca, o których miłośnik Karpat może marzyć we śnie. Sny okazują się prawdą – tam daleko Krzyworównia, Werhowyna i jej przysiółki i wiele innych miejsc mniej znanych, ale wartych uwagi. To ostatni bastion zachowanych tradycyjnych chat i nigdzie już indziej nie widzianych huculskich grażd. To miejsca wciąż elektryzujące, będące spuścizną tradycyjnego świata.

Najwspanialszy moment – Pop Iwan w burzowo wieczornej atmosferze. Dawne obserwatorium pochłania niezwykła atmosfera zachodzącego słońca. Siedzę i obserwuję góry poddające się miękkim światłocieniom. Czorna Hora – tak zwano powszechnie w przeszłości Popa Iwana na Huculszczyźnie. Więcej o Czornej Horze oraz dawnym obserwatorium pisałem w przeszłości Tutaj

Odwracam się ku południowej stronie, a tam nisko zawieszone chmury z lekką nutą wieczornej zorzy przesłaniają stopniowo urokliwe polany. Po chwili nie widać już nic – ledwie zdążam zrobić kilka zdjęć i zwracam się na wschód. Tam prowadzi nasz płaj. Wkrótce znajdziemy się na grzbiecie. Zbliża się moment, w którym trzeba zacząć poważnie myśleć o noclegu. Jeszcze godzina i zmrok nastanie, trzeba to wykorzystać i zobaczyć możliwie jak najwięcej.

Kilkanaście minut później Czarnohora również gaśnie po burzy. Dzień kończy się, choć ostatnie promienie jeszcze przez dłuższą chwilę będą rozświetlać rozległe połoniny oraz przenikać między drzewami pobliskiego lasu wystarczająco mocno, aby zdecydować się na szybki rzut oka na  wspaniałe formacje skalne położone w lesie tuż poniżej grzbietu głównego.

Uhorskie Skały, to mało znane miejsce, położone też jakby na uboczu. Odchodzi tutaj płąj od linii grzbietowej w stronę lasu. Skrywa on kilka iglic skalnych dość równomiernie oddalonych od siebie i schodzących w dół. Ścieżka pomiędzy wychodniami pokryta jest miękkim igliwiem wspaniale oddziaływującym na zmęczone stopy. Żałuję że jesteśmy tutaj wieczorową porą. Niewiele światła dostaje się tu z zewnątrz, a mimo to jesteśmy oczarowani miejscem. Nie schodzimy jednak głęboko w dół. Musimy zawrócić aby poszukać dogodnego miejsca na nocleg. Chcielibyśmy wyspać się dziś w miarę możliwości wygodnie. Mamy nadzieję odszukać  przyzwoitą staję pasterską, wiedząc doskonale, że takich w tych górach nie brakuje.

Połoniny tutaj, żyją swym od wieków nie zakłóconym rytmem. Pasterstwo wciąż jest prowadzone, choć oczywiście nie na tak wielką skalę jak dawniej. Przed II wojną światową w całych Karpatach Wschodnich wypas owiec i bydła był codziennością, której zmienność zdawała się być nierealna. Również przez długie lata powojenne niemalże do końca XX wieku w ramach gospodarstw kołchozowych dawna tradycja nie zanikała. Lecz dziś, w porównaniu do lat poprzednich kultura pasterska to ledwie ułamek tej wiekowej tradycji. Na Połoninach Hryniawskich w paśmie Kryntej i Skupowej wciąż mimo wszystko można zauważyć pasterzy oraz niewielkie stada pasących się zwierząt.

Mijamy jeden z szałasów. Siedzący na progu pasterz wskazuje nam dłonią kierunek na północny wschód, mówiąc jednocześnie o wybudowanej stosunkowo niedawno kolibie, w której z pewnością otrzymamy możliwość noclegu. Jednopiętrowy, drewniany schron, dobrze zagospodarowany, choć jeszcze nie w pełni ukończony odnajdujemy kwadrans później. Nieco na uboczu, w zamkniętym zakątku odgrodzonym od szlaku i mało widokowym. Zacisze to jest jednak niezwykłe, podobnie jak gospodarz, w podeszłym wieku człowiek – nietutejszy, choć spędzający na połoninie połowę życia. Gości nas w pokoju na piętrze udostępniając wygodne, drewniane łóżka. Zaprasza również do siebie do kuchni, by poczęstować swymi specjałami. Jest bryndza, sało, chleb, pomidory oraz samogon. Siedzimy, słuchając opowieści o codziennym pasterskim życiu. Długo nie wytrzymuję. Zmęczenie każe mi się położyć spać. Przepraszam gospodarza, po czym zasypiam twardo. Jutro nowy dzień i kolejne wyzwanie. Czeka nas marsz cudownym pasmem Kryntej oraz Skupowej na północ ku Werhowynie. Mamy nadzieję odkryć niesamowitą krainę po raz kolejny, jednak w innym świetle. Zobaczymy co też nam nazajutrz ścieżki pasterskie ukażą.

Na drugi dzień

Wszędzie, jak okiem sięgnąć Huculszczyzna, która tu bije najmocniejszym akcentem. Mnóstwo ścieżek zwanych płajami krzyżuje się i biegnie na wszystkie strony świata. Nie sposób być tu wszędzie, nie sposób odkryć każdą zagrodę, czy też otworzyć wszystkie worynie. Tyle dróg do przejścia … Idziemy utartym szlakiem do celu. Turystów nie spotykamy na swej drodze – jak to na Połoninach Hryniawskich. Jest cicho, spokojnie i nadzwyczaj klimatycznie.

Wspaniale jest pić ” Kawę ze Lwowa ” i podziwiać  krajobrazy o jakich czytał człowiek w opowieściach i relacjach krajoznawców sprzed wieku. Dookoła nas ogromne przestrzenie połonin górujących nad bajkową doliną Czarnego Czeremoszu. Wspominałem o niej na początku wpisu, jednak tu mogę dać upust swej wyobraźni i w końcu napisać, że po dziesięciu latach wędrówek w Górach Huculszczyzny podziwiam ją jeszcze mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. Patrząc z góry na potęgę krętej doliny wciśniętej pomiędzy strome zbocza Czarnohory oraz Połonin Hryniawskich widzę zaczarowany świat sprzed wojny, gdy wszystko było inne. Potęga górskiej rzeki objawiała się wtedy szczególnie, gdy w jej górnym biegu, w kilku dogodnych do tego miejscach, spiętrzano wodę na potrzeby spławu drewna.

Tak pisał przed wojną w miesięczniku krajoznawczym ” Orli Lot ” Mieczysław Woźnowski

” Podróż na tzw. „spławach t.j. tratwach zbitych z belek na Czeremoszu obfituje w tak wielką liczbę wrażeń, że do końca życia utkwi w pamięci temu, kto choć raz jej zakosztował. „

Idąc za owym opisem nadmienię iż rzeki górskie nie są stworzone do żeglugi, ze względu na zmienny poziom wody w korycie. Budowano więc klauzy – potężne tamy z drewna i kamieni i ze śluzami zamykanymi na czas piętrzenia wody, które otwierano na czas spławu. Woda gromadząca się powyżej zastawy piętrzyła się i przybierała formę jeziora. Spławy powszechnie znane jako potężne daraby – tratwy zbudowane ze zbitych ze sobą bali czekały na sygnał. Jeśli poziom wody był wystarczająco wysoki, dozorca klauzy otwierał śluzy a woda z impetem tocząc się w dół zabierała ze sobą tratwy sterowane przez specjalnie wyszkolonych flisaków. Spław, to bardzo niebezpieczne i powodujące przypływ adrenaliny zajęcie. Często zdarzały się przypadki rozbicia powiązanych ze sobą drutem bali o skały. Nieraz takie wypadki kończyły się śmiercią. Spław drewna na dużą skalę odbywał się na Czarnym i Białym Czeremoszu oraz Prucie od końca XIX w. do końca lat 70 – tych. XX w. Ponoć ostatni spływ na Czarnym Czeremoszu dokonał się w 1979 r.

Dziś rzeka płynie swym naturalnym rytmem, zachowując typowy górski, dziki charakter. Dotkliwe były jednak powodzie, jak choćby ta w 2008 r. Spowodowała wówczas ogromne straty materialne w przygranicznej wsi Szybene, a także powyżej Burkutu – tam dawna droga jarem wzdłuż wąskiej już rzeki, do dziś pozostała zawalona połamanymi pniami potężnych świerków.

Zostawiamy za sobą ostatnie widoki na południową część głównego grzbietu Czarnohory z Popem Iwanem oraz Smotryczem i rozpoczynamy kolejny etap marszu. Tam w północnej części pasma musimy zejść w dół, by następnie pośród górskich łąk znaleźć się blisko celu – ostatecznego końca kilkudniowej wędrówki, której dzisiejszy wpis jest trzecią jej częścią. Pogoda nas zaskakuje. Jest ciepło i bezwietrznie, ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że dookoła nas piętrzą się chmury a w oddali to na wschodzie, to na północy przetaczają się burze oraz ulewy. To nic. Zmokliśmy już porządnie podczas tej wyprawy, poradzimy sobie i tym razem, gdyż niewiele kilometrów pozostało nam do końca.

Jedna z najpiękniejszych dróg, prowadzących z gór do wsi. Wszystko jest takie rozległe, a zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Wspaniale położona cerkiew w oddali na niewielkim wzgórzu w przysiółku Rykaliwka. Budowla wygląda na współczesną, niestety nic nie wiem na jej temat, prócz tego, że świątynia została konsekrowana pod wezwaniem Narodzenia Jana Chrzciciela, niestety bez informacji w którym roku. Przyciąga wzrok już z daleka i należy administracyjnie do wsi Zamagóra. Pomimo iż wygląda na współczesną budowlę, sprawia niesamowite wrażenie. Wkomponowała się doskonale w tło otaczających ją wierchów i akcentuje nadzwyczaj dobrze rozległy krajobraz huculski.

Zakres teleobiektywu, choć całkiem spory nie pozwala na więcej. Tak wygląda otoczenie cerkwi dominującej w tym malowniczym krajobrazie. Przycerkiewny cmentarz parafialny, stogi siana oraz klimatyczne chaty rozrzucone na dużych odległościach. To kolejna cecha huculskiej wsi. Każdy mieszkaniec żyje, czując się wolny. Tu wszędzie jest daleko i niełatwo jest egzystować zimową porą. Musimy tu wrócić, gdy potężne zaspy śniegu otulą liczne gospodarstwa, pokryją lasy łąki i pola. Taki obraz Huculszczyzny chciałbym jeszcze w przyszłości zobaczyć i udokumentować.

Oryginalna, wspaniale zachowana grażda huculska. Jedna z niewielu jakie jeszcze zachowały się w górach Huculszczyzny. Niestety te powszechne w przeszłości, siedziby o charakterze obronnym zachowały się jedynie wśród rozległych przysiółków dawnego Żabiego oraz w Krzyworówni. Odnotowano również przepiękną grażdę w dolinie Czarnego Czeremoszu, na krańcach wsi Zełene. Przytaczając wcześniej przykład charakteru huculskiej wsi, a mianowicie fakt, że mieszkańcy tutejsi cenią wolność, budowali oni właśnie grażdy jako obronne gospodarstwa. Żyjąc z dala od sąsiadów, czuli się bezpieczniejsi, przed licznymi bandami rabusiów oraz dzikimi zwierzętami.

Widok już niecodzienny, a dla wielu zupełnie nieznany. Zabudowa huculska rozciąga się na przestrzeni wielu kilometrów, rozrzucona jednak i postawiona na licznych wzgórzach, na które prowadzi skomplikowana sieć dróżek szutrowych jak powyżej. Podróż taka furką to genialny sposób na poruszanie się w tak rozległych obszarach. Przysiółki należące do wsi Werhowyna bądź Krzyworównia, to ogromne bogactwo kulturowe, które jednak poznać jest równie trudno jak zaliczyć wszystkie wierchy Połonin Hryniawskich oraz Czarnohory.

Na krańcach Werhowyny

Schodząc z gór można zachłystnąć się wybitnymi obrazami, które choć trochę przybliżyć nam mogą atmosferę sprzed lat. Chata – muzeum, pokryta gontem, w otoczeniu klimatycznych woryni. Przysiółki dawnego Żabiego są niezwykłe, ale i na krańcach tej potężnej wsi, można odnaleźć stylowe budowle nie pierwszej młodości. Idziemy do centrum jakże znanej nam miejscowości. Wkrótce odjedziemy wieczorną marszrutką do Jaremczego. Tam spędzimy noc i rannym pociągiem bądź autokarem wrócimy do kraju. Marzę aby odwiedzić, może za rok lub dwa górskie przysiółki i przez kilka dni obcować pośród sielskich krajobrazów wtapiając się w tradycyjny styl życia, przyglądać się pracy oraz codziennym czynnościom. Być może uda się zorganizować kolejną wyprawę w Góry Huculszczyzny wiosną. Zobaczymy co też przyniesie nam przyszłość.

Tekst i zdjęcia : Tomasz Gołkowski

Share Button

1 komentarz do “Połoniny Hryniawskie. Pasmo Kryntej i Skupowej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.